Jak pisać

Rozwiń menu i zobacz wszystkie poradniki

Opowiadanie

Opowiadanie stanowi jedną z najczęściej wybieranych przez uczniów form wypracowań. Dzieje się tak dlatego, że uważane jest za formę najłatwiejszą. Na ten pogląd ma wpływ luźna przeważnie struktura tej wypowiedzi oraz fakt, że opowiadający (narrator) sam decyduje, które elementy opowiadania podać szerzej, które tylko zasygnalizować, a których w ogóle nie uwzględniać.

W opowiadaniu nie zawsze trzeba ściśle trzymać się układu chronologicznego zdarzeń, można też odstąpić od prawdy, dając ujście swej fantazji i marzeniom. Często wśród tematów wypracowań klasowych znajdują się opowiadania na rozmaite tematy – tak zwane „tematy wolne”.

Opowiadanie jest jednocześnie formą bardzo pojemną, w której zmieścić się mogą prawie wszystkie inne formy. Może zawierać elementy opisu, charakterystyki, sprawozdania, reportażu itp., można wplatać do niego pamiętniki, dzienniki, a nawet inne opowiadania. Ważnym elementem większości opowiadań jest dialog, który służy zdynamizowaniu i ożywieniu akcji. Najtrudniejszym zabiegiem służącym wzbogaceniu opowiadania jest tzw. inwersja czasowa polegająca na celowym przestawieniu kolejności zdarzeń.

Wbrew pozorom opowiadanie nie należy do najłatwiejszych form wypowiedzi. Mimo pozornej swobody wymaga dokładnego zaplanowania tego, co chce się w nim przekazać, i umiejętności koncentrowania się nie tylko na treści, ale także na tym, by pisać składnie, logicznie, ładnym, poprawnym językiem i ciekawie dla odbiorcy.

ŻELAZNE ZASADY
  1. Pisz całe opowiadanie w jednakowym czasie.
  2. Starannie zaplanuj kompozycję.
  3. Tam, gdzie to możliwe, wprowadzaj dialogi.
  4. Wykorzystuj inne formy wypowiedzi – wprowadź elementy opisu czy charakterystyki.
  5. Korzystaj z bogactwa wyrażeń i zwrotów rozpoczynających i kończących opowiadanie oraz stanowiących spoiwo pomiędzy poszczególnymi częściami.
  6. Używaj bogatego słownictwa, stosuj zróżnicowane przymiotniki.
  7. Dobre opowiadanie powinno mieć ciekawy początek, budzące zainteresowanie rozwinięcie i przekonujące zakończenie.
  8. Pamiętaj o spójnym z całością zakończeniu. Częsty błąd to urywanie akcji lub brak podsumowania.

Redagując opowiadanie, możesz wybrać jedną z następujących możliwości:

  • jesteś główną postacią i pełnisz rolę narratora – piszesz wówczas w 1 os. liczby poj. czasu przeszłego, np. byłem, poznałem itp.
  • pełnisz tylko rolę narratora, a opowiadasz o kimś innym – piszesz wówczas w 3 os. liczby poj., np. był, poznał itp.
  • jesteś jedną z wielu osób, które brały udział w pewnych wydarzeniach, wszyscy bohaterowie coś przeżyli, a Ty opowiadasz o wydarzeniach (pełnisz rolę narratora) – piszesz wówczas w 1 os. liczby mn., np. byliśmy, poznaliśmy itp.
  • pełnisz rolę narratora, ale wcielasz się w inną postać – piszesz wówczas w 1 os. liczby poj., ale „jesteś” kimś innym, musisz więc przedstawiać wydarzenia z innego punktu widzenia. Taka forma jest trudna, ale odpowiednio napisana może być bardzo ciekawa.

 

Propozycje zwrotów rozpoczynających opowiadanie

Działo się to w...

Było to wówczas, gdy...

To, co chcę wam opowiedzieć, wydarzyło się, gdy...

Nie uwierzycie może, ale to nie był sen...

Gdy zaczynam o tym myśleć...

Nigdy nie zapomnę dnia, o którym...

Długo zastanawiałem się, jak opisać to, co stało się...

 

Propozycje zwrotów posuwających akcję do przodu

Z początku...

W pewnej chwili...

Później jednak...

Po chwili okazało się, że...

W ostatniej chwili (w ostatnim momencie)...

Pod koniec dnia...

Wówczas, gdy...

Nieco później...

Zbiegiem okoliczności...

 

Propozycje zwrotów wprowadzających postacie

Ujrzałem wówczas...

Koledzy, o których chcę powiedzieć...

Bohaterem wydarzenia był...

Okazał się nim...

To nie była zwyczajna postać...

 

Propozycje zwrotów informujących o przeżyciach

Radość, którą przeżyłem, była...

Nie pamiętam, czy coś wywarło na mnie takie wrażenie, jak...

Trudno mi o tym pisać, ale...

Nie wiem, czy zdołam pojąć, że to, co przeżyłem...

Nic w życiu dotąd nie sprawiło mi tyle radości (smutku, bólu), co...

Pozostał tylko smutek (żal), że...

Z tego wydarzenia wyniosłem naukę, że...

 

Propozycje zwrotów kończących opowiadanie

I tak skończyła się moja przygoda. Dla jednych być może niewiarygodna, innych szokująca, dla mnie najprawdziwsza z prawdziwych.

I chociaż cała ta historia miała pomyślny koniec, postanowiłem jednak już nigdy nie podejmować takiego ryzyka.

Zakończenie tej historii było raczej banalne i nie sądzę, by warto o nim pisać.

PRZYKŁADY OPOWIADANIA
Najpiękniejsze dni moich wakacji (fragment opowiadania)

Minęła już prawie połowa wakacji, a w moim życiu nie wydarzyło się nic niezwykłego. Tego jednak dnia nudziłem się wyjątkowo. Marek, z którym dotąd spędzałem wakacje w naszym małym miasteczku, wyjechał na kolonie. W kinie sezon ogórkowy, a biblioteka zamknięta z powodu remontu. Innym razem istniałaby jeszcze w ostateczności możliwość zażartych dyskusji z Magdą (to moja siostra) na temat zespołów młodzieżowych, mody itp. Od dwóch dni jednak Magdy nie ma w domu. Udało jej się załapać na obóz w Sudety. Szczęściara...

Gdy byłem już kompletnie zrezygnowany, zadzwonił telefon. Usłyszałem głos Wojtka:

– Cześć, stary! Co porabiasz?

– Właśnie chciałem do ciebie zadzwonić – skłamałem.

– To świetnie się składa, bo i ja chciałem z tobą pogadać.

– Stało się coś? – spytałem.

– Ależ nie! Mam tylko dla ciebie pewną propozycję.

– Mów! – rzuciłem w słuchawkę.

– Co byś powiedział na wyjazd ze mną na kilka dni do Warszawy?

– Sami? – spytałem.

– Z moimi rodzicami – głos Wojtka był jakiś niewyraźny.

– No wiesz! – rzekłem starając się ukryć rozczarowanie.

– To nie jest tak, jak myślisz, chętnie wpadłbym do ciebie, to nie jest rozmowa na telefon.

– Świetnie! – powiedziałem – pędź natychmiast. Mam jeszcze w lodówce colę.

Wojtek mieszkał niedaleko, toteż już za chwilę wyjaśniał mi, że jego rodzice muszą na kilka dni wyjechać w interesach do Warszawy. Zatrzymują się tam, jak zwykle, w mieszkaniu wujka, który obecnie przebywa z rodziną na Mazurach. On, Wojtek, jedzie z nimi, a nie chce mu się samemu włóczyć po Warszawie bądź oglądać telewizję w domu, więc rodzice zgodzili się, by wziął ze sobą kolegę. Pomyślał więc o mnie, bo w końcu znamy się od lat i często pomagałem mu w matmie.

Nie mając innych planów, zgodziłem się, bez większego zresztą entuzjazmu. Moi rodzice sprawę zaakceptowali i następnego dnia wczesnym rankiem mknęliśmy nowym oplem do stolicy.

Od razu, gdy przybyliśmy na miejsce, okazało się, że był to dobry pomysł. Wspólnie zjedliśmy śniadanie, a potem do godziny dwudziestej mogliśmy robić, do nam się podobało. Ja w Warszawie byłem jeden raz, Wojtek, jak się później okazało, znał ją nie gorzej od naszego miasteczka. Obaj byliśmy zadowoleni. Wojtek, że mógł być moim przewodnikiem, a ja, że mogłem do woli zwiedzać stolicę.

 

Wielka podróż małej Gai (fragment opowiadania z elementami opisu)

Gdy byłam mała, uważałam, że świat jest niezmienny, znany i bezpieczny. Odkąd pamiętam, składał się z dużego pokoju, kuchni i łazienki. Stały w nim zawsze te same meble, ze szczególnym uwzględnieniem niebieskiej wersalki, o którą uwielbiałam ostrzyć pazurki, a pod ścianą koło balkonu wznosiły swoje zielone liście doniczkowe palmy, na które nigdy nie wolno było się wspinać, choć wiecznie miałam na to ochotę. Codziennie rano wysoki dwunóg podawał mnie i mojej mamie śniadanie, a potem wychodził. Mama mówiła, że to człowiek i że ma na imię Michał. Dzień spędzałam na zabawach z mamą, na spaniu i na starannym czyszczeniu futra. Podobno gdy się urodziłam, razem ze mną przyszły na świat dwie moje siostry, ale potem zniknęły – było to tak wcześnie, że w ogóle ich nie pamiętam, więc zawsze byłyśmy z mamą we dwie. Czasem do Michała przychodzili inni ludzie, brali mnie na ręce i zachwycali się, jaka jestem ładna. Nigdy nie oceniałam siebie samej z tej perspektywy, ale być może rzeczywiście – mam miodowe oczy (widziałam w lustrze) i długą, puszystą, srebrzystą sierść, która lśni w blasku słońca wpadającego przez okno.

Tak więc żyłam sobie spokojnie aż do pewnego pamiętnego dnia... Po południu jak zwykle wrócił Michał, a z nim przyszła jakaś obca pani, pachnąca wieloma kotami, ale też ostrym zapachem perfum. Przyniosła ze sobą dziwnie wyglądające pudło z opuszczaną kratką z jednej strony. Nie znałam wtedy jeszcze transportera dla kotów, więc nie wiedziałam, co to jest i co mnie czeka. Obwąchałam tylko buty tej pani i na wszelki wypadek nafukałam na nią. Nie przejęła się, tylko uśmiechnęła się do mnie.

- To ona, prawda? – zapytała Michała.

- Tak, to Gaja – powiedział. – Były jeszcze dwie inne kotki, ale została tylko ona.

- Rzeczywiście taka ładna, jak słyszałam – stwierdziła pani. – Dobrze, wezmę ją. Nie mam jeszcze srebrnej kotki, więc dobrze, że mi o panu powiedziano.

I za chwilę zostałam wsadzona do tego dziwnego pudła!

Gdy kratka zamknęła się za mną i zrozumiałam, że nie mogę wyjść, zaczęłam rozpaczliwie wołać mamę. Nigdy dotąd nie zdarzyło mi się, żeby w jakikolwiek sposób ograniczono mi wolność, więc byłam przerażona. Nie rozumiałam, co się dzieje, ale w jakiś niepojęty sposób czułam, że cały znany mi świat właśnie przestaje istnieć, a otwiera się przede mną nowy, nieznany i przez to straszny. Mama podeszła do transportera i przytknęła przez kratkę nos do mojego. Była smutna, ale spokojna. Dużo później, gdy sama zostałam mamą, zrozumiałam, że tę scenę przeżywała dziesiątki razy – kolejne dziecko zabierane w nieznane, którego miała już nigdy więcej nie zobaczyć. Czasem jednak pojawiali się w mieszkaniu ludzie pachnący znanym jej zapachem córek i synów, wiedziała więc, że nic im nie jest i są szczęśliwi; w przyszłości i ja miałam w ten sposób rozpoznawać zapach swoich dzieci.

Tymczasem pani podniosła pudło, w którym byłam zamknięta, i wyszła z mieszkania. Odruchowo skuliłam się i najeżyłam, ale za drzwiami była tylko wielka, pusta, cicha klatka schodowa, po której kroki pani odbijały się zwielokrotnionym echem. Potem jednak wyszłyśmy z klatki na ulicę i ogłuszył mnie świat. Zewsząd dobiegały nowe, nieznane dźwięki i zapachy – głosy ludzi, turkot tramwajów, warczenie silników samochodów, ćwierkanie wróbli (odruchowo wysunęłam pazurki, choć wtedy nie wiedziałam, dlaczego), gdzieś z daleka szczekanie psa (i znowu odruch – skuliłam się i przywarłam do dna pudła), zmieszane zapachy ludzi, zwierząt, przedmiotów... Tego było za wiele! Zaczęłam rozpaczliwie miauczeć, pragnąc nade wszystko znaleźć się gdziekolwiek, gdzie będzie cicho i spokojnie.